ZMIANY CZAS

Zmiany czas, nadszedł czas
Niech wiruje wokół nas
Wśród zamętu prosty szlak
Tam wyruszam już czas.
Z wschodu z południa idą głodne masy
Z wschodu z południa idą głodne masy
Z wschodu z południa idą głodne masy
Lepsze czasy, lepsze czasy…

MOJE MIASTO

Moje miasto wychodzi z ukrycia
moje miasto niby budzi się do życia
odkrywam na nowo ulice i ludzi
szum ściętych drzew.
Coraz mniej miejsca dla ludzi
sklepowe witryny nie dla ludzi
budzi się gniew
szum ściętych drzew.
Kolejny punkt handlowo-usługowy
chęć posiadania, nie ma działania
lubię bo lubię, wszystko to lubię
tym samym palcem w kieszeniach dłubię.
Nic nie rozumiem, tylko się gubię
Nic nie rozumiem, nic nie rozumiem, nic nie rozumiem.
Rzeczy wielu drogi przyjacielu kolejnego hotelu w dziewiczym raju
Moje miasto wychodzi z ukrycia
moje miasto niby budzi się do życia
odkrywam na nowo ulice i ludzi
szum ściętych drzew.
Coraz mniej miejsca dla ludzi
sklepowe witryny nie dla ludzi
budzi się gniew
szum ściętych drzew.
Kolejny punkt handlowo-usługowy
chęć posiadania, nie ma działania
lubię bo lubię, wszystko to lubię
tym samym palcem w kieszeniach dłubię.
Nic nie rozumiem, tylko się gubię
Nic nie rozumiem, nic nie rozumiem, nic nie rozumiem.
Rzeczy wielu drogi przyjacielu kolejnego hotelu w dziewiczym raju
na skraju lasu lub tylko na skraju , bo lasu już nie ma ….

PUSTE NAZWY

POKÓJ I WOJNA
CZERŃ I BIEL
STAROŚĆ I MŁODOŚĆ
ŻYCIE I ŚMIERĆ
PUSTE NAZWY
CZŁOWIEK I ZWIERZE
MIŁOŚĆ I NIENAWIŚĆ
WRÓG I PRZYJACIEL
CIEMNOŚĆ I ŚWIATŁO
PUSTE NAZWY
CNOTA I WYSTĘPEK
MĘSTWO I TCHÓRZOSTWO
PRAWDA I KŁAMSTWO
PIĘKNO I BRZYDOTA x 2
PUSTE NAZWY .....
SZUKAM PRZYJACELA NIECH PRZYWRÓCI MI WZROK
NIECH PRZYWRÓCI MI MOWĘ, ROZUM I SŁUCH
NIECH JESZCZE RAZ NAZWIE RZECZY I POJĘCIA
NIECH ODDZIELI ŚWIATŁO OD CIEMNOŚCI
NIECH ODDZIELI ŚWIATŁO OD CIEMNOŚCI
NIECH ODDZIELI ŚWIATŁO OD CIEMNOŚCI
NIECH ODDZIELI ŚWIATŁO OD CIEMNOŚCI ......

text inspired "Ocalony" Tadeusz Różewicz

Z CISZY WYRWANE

Z ciszy wyrwane
Drzewa ścięte, porozrzucane
Zasypane wschody, zachody, resztkami, śmieciami
Zatrute, zalane niebo przysypane
Drzewa ścięte, porozrzucane
Zasypane wschody, zachody, resztkami, śmieciami
Zatrute, zalane niebo przysypane
Drzewa ścięte, porozrzucane
Zasypane wschody

Nie pozostanie już nic
Gdy zabijesz dla zysku wszystko co żyje
Karmiłeś, zdradziłeś
Brałeś bez końca
Kraina rzeczami płynąca bez końca, bez końca, bez końca, bez słońca.
Zimna lodowa pustynia
Kamień z kamienia miejsca ubywa
W otchłani, zebrani ostatni,
Życia już nie ma.
Powietrza, powietrza, powietrza!

Z ciszy wyrwane
Drzewa ścięte, porozrzucane
Zasypane wschody, zachody, resztkami, śmieciami
Zatrute, zalane niebo przysypane
Drzewa ścięte, porozrzucane
Zasypane wschody, zachody, resztkami, śmieciami
Zatrute, zalane niebo przysypane
Drzewa ścięte, porozrzucane
Zasypane wschody, zachody, resztkami, śmieciami
Zatrute, zalane niebo przysypane
Drzewa ścięte, porozrzucane
Zasypane wschody

Nie pozostanie już nic
Gdy zabijesz dla zysku wszystko co żyje
Karmiłeś, zdradziłeś
Brałeś bez końca
Kraina rzeczami płynąca bez końca, bez końca, bez końca, bez słońca.
Zimna lodowa pustynia
Kamień z kamienia miejsca ubywa
W otchłani, zebrani ostatni,
Życia już nie ma. Powietrza, powietrza, powietrza!

Gdy ostatnie drzewo zostanie ścięte
Gdy wszystkie rzeki zostaną zatrute
Gdy ostatnia ryba zostanie zjedzona
Wtedy zrozumiesz, że nie można zjeść pieniędzy.....

Z PIEŚNIĄ NA USTACH

Z PIEŚNIĄ NA USTACH
NA PIERSI ZE ZNAKIEM
NIECH TRWORZY SIĘ TEN CO MYŚLI INACZEJ
NIECH NAS POKOCHA RACZEJ NIE INACZEJ
KTO NIE JEST Z NAMI TEN NIE JEST PRAWDZIWYM POLAKIEM

Z PIEŚNIĄ NA USTACH
NA PIERSI ZE ZNAKIEM
Z MODLITWĄ O WOJNE CO POKÓJ UCZYNI
ZDEPCZEMY ODMIEŃCÓW W SZEREGU USTAWIMY
ŻELAZEM WYPALIMY

I MYSLEĆ JEDNAKOWO WAS WSZYSTKICH NAUCZYMY
BĘDZIEMY TACY SAMI BĘDZIEMY CZYŚCI MILI
BĘDZIEMY JEDNAKOWI BĘDZIEMY ESTETYCZNI
TACY SAMI I HOMOGENICZNI x 3

Z PIEŚNIĄ NA USTACH
NA PIERSI ZE ZNAKIEM
NIECH TRWORZY SIĘ TEN CO MYŚLI INACZEJ
NIECH NAS POKOCHA RACZEJ NIE INACZEJ
KTO NIE JEST Z NAMI TEN NIE JEST PRAWDZIWYM POLAKIEM

Z PIEŚNIĄ NA USTACH
NA PIERSI ZE ZNAKIEM
Z MODLITWĄ O WOJNE CO POKÓJ UCZYNI
ZDEPCZEMY ODMIEŃCÓW W SZEREGU USTAWIMY
ŻELAZEM WYPALIMY

I MYSLEĆ JEDNAKOWO WAS WSZYSTKICH NAUCZYMY
BĘDZIEMY TACY SAMI BĘDZIEMY CZYŚCI MILI
BĘDZIEMY JEDNAKOWI BĘDZIEMY ESTETYCZNI
TACY SAMI I HOMOGENICZNI ..........

TRIBE

When there’s nothing to left
When it’s done, and gone
Be patient my sister, wait
Justice will come someday
Justice will come
When there’s nothing to left
When it’s done, and gone
Be patient my brother, wait
Justice will come someday
Justice will come…

Indian roamed far from home with squaw and baby on his own.
A tribal man so full with pride left alone and cast aside.
White man came from far afield to this land to increase his yield.
And then the cowboy made his stand and took away the treasured land.
He had to hide till he learned to kill and white man’s arms he had to steal.
The tribal man with dreams so good. Left behind. Misunderstood.
Indian turned to his son.
Your life my child has just begun.
This tribal dream we all must learn
for without our dream your tribe will burn.

RĘKA W GÓRZE

Ręka w górze raz i dwa
Tak spada kolejna łza
Płaczu w nocy nikt nie słyszy
Bicie serca cisza w ciszy
Za zasłoną gładkich słów
Łyka rozpacz, żal i wstyd
Ręka w górze raz i dwa
Tak spada kolejna łza
Przecież sama tego chciałaś
Przecież sama tego chciałaś
Sama tego chciałaś
Sama tego chciałaś.
Zaciśnięte w krzyku usta
Pustka w sercu, w oczach pustka
Równym rytmem ku krawędzi
Bez woli, bez wiary, bez nadziei
Równym rytmem raz i dwa
Tak spada kolejna łza
Płaczu w nocy nikt nie słyszy
Bicie serca, cisza w ciszy.
Zagubiona porzucona sama z sobą
Zniewolona marzeniami nadziejami ambicjami oczekiwaniami
On ocenia, sędzia, kat
Ręka w górze raz, i dwa.

RAMIĘ W RAMIĘ

Ramię w ramię ku duchowej odmianie
Bratem nie katem bądź mi dziś
Przeciw światu, przeciw nienawiści
Bratem nie sędzią.
Chłodu uczuć, twardego spojrzenia
Samotnych myśli nie potrzeba mi
Kto jest ofiarą, kto cierpi bardziej?
Cóż za różnica, boli tak samo. (x4)
Chłodu uczuć twardego spojrzenia
Samotnych myśli nie potrzeba mi
Kto jest ofiarą, kto cierpi bardziej?
Cóż za różnica.
Ramię w ramię ku duchowej odmianie
Bratem nie katem bądź mi
Przeciw światu, wbrew schematom
Bratem nie sędzią.
Ruszam w drogę ku duchowej odmianie
Samotnie pójdę jeśli tak musi być
Przeciw światu, wbrew schematom
Zacisnę pięści.
Chłodu uczuć twardego spojrzenia
Samotnych myśli nie potrzeba mi
Kto jest ofiarą, kto cierpi bardziej?
Cóż to za różnica.
Skąd tyle złości w twojej miłości
Skąd tyle gniewu, skąd ten strach
Tak dużo jadu i zaciętości
Skąd tyle złości skąd ten strach?